6 listopada 2017

Warszawa jak tort, tylko dlaczego znów polityczny?



Warszawy przykład pokazuje dość wyraźnie w jak raczkującym stanie jest jeszcze nasza demokracja. Jak co 4 lata, pojawiła się już lista „najpoważniejszych kandydatów” na urząd Prezydenta stolicy. Na liście, standardowo, sami znani Politycy w formacie ogólnopolskim. Może poza Pawłem Rabiejem z Nowoczesnej, który - jak sam mówił w Londynie nie raz i nie dwa - nie ma politycznych skaz (czy czegoś w tym rodzaju). Niesamowite jest to, że co 4 lata ktoś z pośród tych „najpoważniejszych kandydatów” zostaje wybrany przez Warszawiaków na Prezydenta Warszawy. Ale żeby po takich wyborach chociaż raz było różowo - żadnych afer itp. Nie, jest wprost przeciwnie. Im dajej w las, tym ciemniej być się wydaje. Hanna Gronkiewicz-Waltz, kandydatka niegdyś idealna, i w dodatku z jakimś doświadczeniem w Londynie, odchodzi z dużym bagażem niekoniecznie tego, czego można było się spodziewać po „najpoważniejszej kandydatce” w minionych nawet kilku wyborach. Nie jej wina pewnie, że tak się sprawy poukładały, jak się poukładały. Warszawa to wielki tort, każdy coś fajnego może zachcieć sobie uszczknąć dla siebie. Bycie Prezydentem w Warszawie to nie tylko administracyjna funkcja, ale również strażacka. Trzeba strzec interesów Warszawiaków przecież. Coś z tym fantem trzeba zrobić dobrego, bo system wyborczy nie pozwala kandydować na tak poważny urząd Osobom niezależnym, nie będącym w polityce i nie uwikłanym w polityczne znajomości. Paradoks, bo z kadencji na kadencję coraz słabiej wychodzi efekt listy „najpoważniejszych kandydatów”. Po dziś dzień w Londynie, i to nawet mimo bytności tu obecnej Pani Prezydent, Warszawa to nadal jakaś Moskwa, a nie stolica Lidera Europy Środkowo-Wschodniej w Unii: survey... Jeśli do tej „gry” wejdą jeszcze polityką zajmujący się Celebryci, to przypuszczalnie kolejne 4 lata niejako w plecy. Dziś, w realiach konkurencji globalnej - gdy Wielka Brytania wychodzi z niemającej rozwojowego pomysłu na siebie Unii Europejskiej, cztery lata z bawieniem się Warszawy w politykę, a nie tworzenie tysięcy miejsc pracy i przyciąganie nie tylko korporacyjnych inwestycji, to szmat czasu do stracenia.