3 kwietnia 2017

Gibraltar i BREXIT



Gibraltar to wyjątkowe miejsce w Europie. Niby bardzo mocno, od około 300 lat, stowarzyszone z Wielką Brytanią, ale ruch uliczny mają tam prawostronny. Naszym skromnym zdaniem, nie ma lepszej destynacji na aktywną emeryturę, niż właśnie Gibraltar. Andaluzja pod nosem, Afryka po drugiej stronie cieśniny, a do tego regularne loty do Londynu. Raj nie tylko podatkowy!

Dlaczego teraz Gibraltar, w kontekście Brexitu, staje się tematem z pierwszych stron gazet? Hiszpanie od lat starają się przejąć "The Rock" od Brytyjczyków. Brexit to naprawdę duże zmiany w Europie, których w Polsce jeszcze nie tylko nie odczuwamy, ale w zasadzie nawet nie rozumiemy - będąc skupionymi na sprawach oczywiście też ważnych, ale marki Polsce w świecie nie za bardzo tworzących.

By zrozumieć o co chodzi z Gibraltarem, trzeba tam być chociażby na jeden weekend. Ulica w lewym, górnym rogu na zdjęciu powyżej, jest w La Línea de la Concepcion. To hiszpańskie miasto oddzielone od Gibraltaru niemal dosłownie pasem lotniska gibraltarskiego. Ta ulica w każdą sobotę i niedzielę jest totalnie zakorkowana przez przeogromną liczbę mieszkańców Andaluzji, przyjeżdżających do Gibraltaru na zakupy.

Co Hiszpanie kupują w Gibraltarze? Łatwo się domyśleć, mając świadomość, że Hiszpania ma jeden z największych w Unii Europejskiej odsetek osób umierających na raka płuc, a Gibraltar nie ma VAT i że w ogóle wszystko, co mało zdrowe dla człowieka, jest tam tanie jak barszcz. Widok tego "jeża" z papierosów na zdjęciu powyżej, to tylko jedna z "popielniczek" stojących przed gibraltarskim hipermarketem brytyjskiej sieci Morrisons. W środku 1-litrowa butelka whisky jest zawsze około 50% tańsza, niż 0,7 litra tego samego trunku, i to w promocji - i to w dokładnie tej sieci sklepów, tyle że w UK.

Gibraltar ma we wszystkie weekendy tak wielki najazd klientów z Andaluzji, że do zmniejszenia ich frustracji, związanej ze staniem w korkach na tej ulicy w La Linea, wprowadzono zakaz zaopatrywania gibraltarskich sklepów w sobotę i niedzielę. Lądem nie można inaczej wjechać do Gibraltaru, niż właśnie tą drogą. Droga morska jest w zasadzie zarezerwowana dla turystów wielkich statków wycieczkowych zawijających tam regularnie. Jachty do Gibraltaru też wpływają, ale nie wszyscy teraz mogą się tam dostać. Gibraltar jest bardzo mały i ma bardzo małą liczbę marin. Przy największym kasynie cumują już głównie "pływające wille".

Poniekąd La Linea na tym korzysta, bo w gruncie rzeczy uchodzi za coś w rodzaju przedmieścia Gibraltaru. Jest tam dwa razy więcej mieszkańców, niż ma Gibraltar. Sporo pracuje w Gibraltarze. Marina z wycieczkowcem w tle na powyższym zdjęciu, to dość nowa inwestycja na terenie Hiszpanii. Nie byłoby jej, gdyby Wielka Brytania chciała nasilać konflikt z Hiszpanią wokół Gibraltaru. Brytyjczycy nie myślą o nowych marinach, bo Gibraltar pełni dla nich również strategiczną rolę militarną. Brytyjskie łodzie podwodne z napędem atomowym korzystają z portu i stoczni w Gibraltarze.

Na koniec paradoks: Gibraltar, w referendum brexitowym, niemal w całości zagłosował za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. UK wychodzi jednak z UE. Biorąc pod uwagę to, że specyfika GIB będzie musiała być uwzględniana w procesie negocjacji między UK a UE, zapowiada się nie mniej sporna sprawa, niż przyszłość miliona Polaków w Wielkiej Brytanii. Problemy wokół Gibraltaru biorą się tu z faktu, że Wielka Brytania zobowiązana jest do uzyskania aprobaty Hiszpanii w obrębie wszelkich ważnych spraw związanych z Gibraltarem. Byłoby doprawdy paradoksalne, gdyby UK straciła kontrolę nad Gibraltarem w efekcie negocjacji z UE. Faktem jest bowiem to, że ok. 300 tysięcy Anglików żyje w południowo-wschodniej Hiszpanii. Nie mają, co prawda, prawa głosu na odległość w wyborach do parlamentu brytyjskiego, niemniej mają obywatelstwo brytyjskie.