29 stycznia 2017

Warszawski smog vs. londyńska mgła



Paradoks naszych czasów: Londyn w Polsce uchodzi za miasto we mgle i deszczu stale skąpane, Warszawa w UK za dobrą destynację na city break for health, pod względem value for money. Wypad w weekend do PL - np. do dentysty czy na tomografię komputerową, nie tylko Polacy z UK już robią.

Zmiany klimatyczne od lat sprawiają, że w Londynie pada i mgli się nie częściej, niż w Warszawie. Natomiast stare przyzwyczajenia i pozorne oszczędności plasują Warszawę o dużo dużo wyżej pod względem zanieczyszczenia powietrza, niż lokuje się Londyn. Londyn obecnie ma zanieczyszczenie powietrza na poziomie przymazurskich Suwałek, a i tak jest to tutaj ciągle poważny miejski problem.

Jak więc Londyn radzi sobie ze smogiem? Przede wszystkim jest płatny wjazd dla aut do ścisłego centrum. Przekroczenie w tygodniu, od 7am do 6pm, granicy tzw. congestion charge zone, to obecnie dzienny wydatek na poziomie £11.50 (biorąc pod uwagę siłę nabywczą GBP to tak, jakby 11,50 PLN było w Warszawie). Nie jest to kwota przerażająca, a skutecznie odstraszająca. Głównie tych, którym się jeszcze wydaje, że w dzisiejszych czasach mimo wszystko najkrótsza droga z domu do pracy i z pracy do domu prowadzi przez centrum. W korkach więc nie stoi się zbyt długo w centrum Londynu.

Mało kto używa też co innego, niż gaz lub panele słoneczne, do ogrzewania jednorodzinnych domów. Nowe apartamentowce są już zwykle oparte na ogrzewaniu elektrycznym. 20% energii elektrycznej generują w UK elektrownie atomowe. A będzie tego jeszcze więcej, również z powodu BREXIT. Nawet Chiny mają w tym partycypować. Paradoksalnie więc wyjście z UE poprawi jeszcze bardziej jakość powietrza, którym oddychamy w Londynie. Transport miejski to też fenomen. O tym wkrótce.